Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


El Niño

wtorek, 09 lutego 2010 18:15
Mamy w tym roku  El Niño
Nie będę się zbytnio rozwodzić nad definicją tego zjawiska, bo kto jest zainteresowany, może sobie poczytać na zalinkowanej stronie.
Skupię się raczej na jego wpływie na pogodę w moim zakątku.

Otóż lata, kiedy występuje El Niño charakteryzują się w Oregonie łagodnymi zimami (tej zimy śniegu u nas nie było wogóle a na płaskowyżu i w górach tyle, co kot napłakał), niewielkimi opadami (które zostają przesunięte na południe, do Kalifornii i Arizony) oraz wczesną wiosną. Tak 4-6 tygodni szybciej niż normalnie.

Tak więc w kwestii wiosny, w moim ogródku sprawa ma się tak:



Na zdj.: Kwitnące żółte krokusy.


Do Oregonu przenieśliśmy się 5 lat temu, pod koniec lata. Nasza pierwsza zima tutaj to była właśnie zima El Niño. Do tej pory pamiętam osłupienie, w jakie wprawił mnie widok kwitnących drzew i kwiatów na początku lutego. W następnych latach narzekałam, że wiosna spóźnia się przynajmniej o miesiąc. Teraz już wiem, że wcale tak nie było.



Na zdj.: Helloborus jasny.


Wiosna zaczyna się panoszyć na całego. Forsycje zaczną kwintąć już niebawem, żonkile mają już pąki, rozchodnik wyrósł na jakieś 12 cm, nawet Clematis puszcza już listeczki. Helloborus kwitnie już od dawna. Krokusy od dwóch tygodni.



Na zdj.: Helloborus ciemny.


Kiedy ja byłam u lekarza, chłopaki pojechali do szkółki i kupili drzewka czereśniowe i śliwę, poczym posadzili je w ogródku. To najbardziej odpowiedni czas na sadzenie u nas drzewek.
Posiałam też już groszek zielony i sałatę. Jak się lepiej poczuję to pojadę po ziemię na rozsadę pomidorów.

Niestety rok El Niño ma też ujemne strony - najprawdopodobniej szybko przestanie padać i latem będzie gorsza susza niż zwykle a w zbiornikach retencyjnych będzie o wiele mniej wody. Odbija się to nie tylko na rolnictwie ale i na przemyśle tutystycznym. Kiedy wybierzemy się nad jezioro, zamiast pięknej zielonej lini brzegowej straszyć będzie pas czerwonej suchej ziemi - poziom wód z pewnością obniży się o kilka metrów.

Ale tym będziemy się martwić za parę miesięcy. Teraz cieszą oczy kolory wiosny. 
Zdjęć zamieszczam mało - nie bardzo miałam ostatnio siły żeby wypuścić się z aparatem na łowy. Wybaczcie.

komentarze (2) | dodaj komentarz

Odsłona trzecia

poniedziałek, 08 lutego 2010 18:20

Odsłona trzecia - serialu o chorobach oczywiście.

"Zwykłe" przeziębienia o którym pisałam w zeszłym tygodniu przekształciło się w zapalenie zatok, a towarzyszący temu bół przekroczył granicę tolerancji, więc w sobotę ponownie wylądowałam u lekarza. 
I znowu mam przez 10 dni zażywać antybiotyk, tyle, że inny niż ostatnio. 
Przy okazji dostałam silniejsze tabletki przeciwbólowe, po których najpierw kręciło mi się w głowie, potem zrobiło mi się niedobrze a na koniec wymiotowałam, więc poszły w odstawkę a ja zaczęłam eksperymentować ze środkami przeciwbólowymi dostępnymi bez recepty.
Okazało się, że jeden z nich usuwa ból całkowicie na 3 godziny bez żadnych środków ubocznych (mam na myśli wątpliwe rozrywki takie jak przed chwilą wymienione, bo że mają one wpływ na układ trawienny to wiem, ale chwilowo nie mam wyjścia i muszę się nimi faszerować), więc poniechałam dalszych eksperymentów.

Przestałam zwijać się z bólu w kłębek i mogłam poświęcić nieco czasu mojemu biednemu, dość zaniedbywanemu przeze mnie ostatnio Smykowi. Bo puszczanie dziecku kolejnych bajek nie uważam za zajmowanie się Nim.
Trochę pobiegaliśmy, posialiśmy sałatę, ścięliśmy kija na nową wędkę (stara nie wytrzymała ciężaru podwieszonej na haczyku zabawki i się złamała), wybudowaliśmy domek w kuchni i nawet zaliczyliśmy plac zabaw.

Antybiotyk wydaje się działać - zaczął schodzić mi katar, który dotąd tylko kłębił się w zatokach.



komentarze (6) | dodaj komentarz

Konkurs: "Zając w porcelanie"

piątek, 05 lutego 2010 18:02

U Splocika nowy konkurs: Zając w porcelanie





Szczegóły tutaj.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Czerwony z kapturem dla Hultajstwa

czwartek, 04 lutego 2010 17:34

Smyk, gdy pytany o ulubiory kolor, bez chwili namysłu czy odrobiny wahania odpowiada: 
cielwony!
Zastanawiam się czy wszyscy chłopcy tak mają, czy to cecha rodzinna - kuzyn Smyka też uwielbia ten kolor.

Jesienią zaczęłam robić sweterek dla Smyka. Zielony, ze zwierzątkiem z przodu. 
Kiedy miałam już tak 3/4 przodu naszła mnie refleksja, że zieleń nie należy do ulubionych kolorów mojego dziecka. Oczywiście będzie się cieszył ze sweterka, który mu zrobiła mama, bo Hultajstwo to mój najwierniejszy fan, ale zdecydowanie bardziej ucieszyłoby go coś w krwistej czerwieni. 

Zielony sweterek poszedł w kąt (i nadal tam leży), a ja udałam się na zakupy. 
Do domu przyniosłam kilka motków akrylu Vanna's Choice Solids & Heathers (Lion Brand, 155m/100gr), w kolorze, na widok którego mąż zapytał czy naprawdę nie mieli jakiegoś lepszego, np. bordowego, a nie takiego dającego po oczach. 
A mieli, mieli... 
Ale to była włóczka na sweter nie dla taty, a dla Smyka.



Na zdj.: Smyk w nowym czerwonym sweterku z kapturem.


Przód i tył wydziergałam w ukryciu przed dzieckiem - pierwotnie miał to być prezent pod choinkę. Potem przyszło otrzeźwienie: jeśli Smyk nie będzie widział mnie dziergającej, może pomyśleć, że to sweter kupiony, a wtedy nawet kolor nie będzie stanowił gwarancji, że zechce w nim chodzić. 
Postanowiłam się ujawnić. 



Na zdj.: Kaptur to jest to!


Smyk wpadł w zachwyt podwójny: że czerwony, że dla niego. 
Potem jeszcze doszła radość z powodu kaptura. Bo moje dziecko uwielbia swetry z kapturami. Nie musi wtedy nosić czapki ani szalika, a do tego może udawać różne potwory naciągając kaptur na twarz do granic wytrzymałości tkaniny/dzianiny.

Guzik-biedronkę dziecko samo sobie wybrało w sklepie. Nie chciał żadnych samochodów, misiów tylko bieronkę i już. No to jest biedronka.



Na zdj.: Boże Narodzenie - Smyk studiuje instrukcję.


Sweterek przypadł dziecku do gustu. Już na etapie przymierzania nie chciał go ściągnąć głuchy na tłumaczenia, że jeszcze nie skończyłam.
Nareszczie koniec! Sweter zszyty, wykończony, uprany i prawie suchy - odbyła się sesja zdjęciowa. Oficjalna premiera nastąpiła w Boże Narodzenie.



Na zdj.: Z tyłu też ładnie wygląda!


Dane techniczne: druty addi 5 mm, zużyłam ok. 3,3 motka włóczki. Trochę sporo, ale nie dość, że z kapturem to jeszcze w warkocze.
Kolor niemal taki jak na zdjęciach.


komentarze (9) | dodaj komentarz

J'Adore tien Blog

środa, 03 lutego 2010 18:20

Dostałam cudowne wyróżnienie od Maknety  :




Z wszystkich wyróżnień, które mój blog otrzymał to chyba jest najmilsze.

Postanowiłam więc od niego zacząć nadrabianie zaległości w kwestii przyznanych wyróżnień. 
A dlaczego od niego? Bo przekazanie dalej tego wyróżnienia sprawia mi najmniej kłopotów. Należy wyróżnić trzy "stare" blogi (rozumiem, że to te, które się zna od dawna). I tu nie ma problemu, bo z wszystkich blogów na które regularnie zaglądam jest kilka takich, które uwielbiam:


Wyróżnienia dostają również trzy "nowe", czyli niedawno odkryte przeze mnie blogi (nowe dla mnie). Ostatnio zaczęłam zaglądać na dwa ciekawe blogi. Są to:


Cóż dodać? Po prostu uwielbiam wasze blogi!


komentarze (8) | dodaj komentarz

Serialu o chorobach ciąg dalszy

wtorek, 02 lutego 2010 18:07

Niepomyślnie zaczyna mi się ten rok, przynajmniej w kwestii zdrowia.

Jeszcze na dobre nie wyszłam z anginy a już dopadło mnie przeziębienie.
Osłabiony poprzednią chorobą organizm w zasadzie nie bronił się i rozłożyło mnie na amen.
Poszłam do lekarza, bo bałam się, że to może  być coś gorszego, ale nie, okazało się, że to jedynie zwykłe przeziębienie, tyle, że w moim przypadku - mega przeziębienie.

No i skończyło się na stawianiu baniek. Mężowi wychodzi to świetnie - w końcu co jakiś czas praktykuje na mnie.
Hultajstwu te kropki na moich plecach bardzo się podobają - rozaczarował się jedynie usiłując je zetrzeć a potem zmyć - nie zeszły!

Przesilenie nastąpiło wczoraj, i mam nadzieję, że będzie już coraz lepiej.

Dzisiaj w pracy czekała na mnie miła niespodzianka - księgowa pwiadomiła mnie, że wraz z personalną udało im się przekonać szefów o konieczności przyznania pracownikom kilku dni płatnego chorobowego, tzw. "sick days". Na razie mamy do wykorzystania po dwa takie dni, co właśnie zrobiłam oszczędzając w ten sposób urlop. 




komentarze (0) | dodaj komentarz

Kanapka

piątek, 29 stycznia 2010 17:24

 

W sobotni poranek nie zrywamy się tuż po przebudzeniu, jak w zwykłe dni, ale nieco leniuchujemy w łóżku. Wygłupiamy się już troszkę, kiedy to Hultajstwo wpada na genialny pomysł:

 

- Mam pomysł! Zlobimy kanapkę! Tata połozi się na mamie a ja na tatę. To będzie pyśna kanapka cuklowa!







komentarze (4) | dodaj komentarz

Prawda o czapce

czwartek, 28 stycznia 2010 18:08

 

Smyk bawi się dzwoneczkami tej czapki.

 

- Lubisz tę czapkę z dzwoneczkami?

- Nie. Tylko siame dźwonećki!






komentarze (2) | dodaj komentarz

Serduszka szydełkowe

środa, 27 stycznia 2010 17:53

Na swoim blogu Antonina zamieściła opis wykonania różnych serduszek. 
Jest w czym wybierać i przebierać i każdy znajdzie tam coś dla siebie. 
Mnie zauroczyły te bardzo proste w formie (opis tutaj). Musiałam tylko kupić nici w odpowienim kolorze bo w różu i czerwieni panowała u mnie posucha. Zdecydowałam się na różowy melanż, potem dokupiłam jeszcze nici jasnoróżowe z planami na inne serduszka.



Na zdj.: Szydełkowe serduszka


Ponieważ nie przepadam za przesadą w ozdobnikach, melanżowe serduszka nie mają żadnych dodatkowych upiększeń. Jasnoróżowe serduszko obszyłam białymi koralikami. Serduszka wypchane są "nadzieniem" o nazwie 100% Polyester Fiberfill, a jest to TO czym się teraz wypycha poduszki produkowane w Chinach. Piszę o tym, bo o ile takie poduszki spisują się na kanapie, to śpi się na nich fatalnie - ja mam wrażenie, że głowa mi się na nich "ślizga". Nie ma to jak poducha wypchana pierzem.

Wracając do serduszek. Dosypałam do środka odrobinę suszu konwaliowego, więc serduszka ładnie pachną.



Na zdj.: Szydełkowe serduszka - zbliżenie


W sumie zrobiłam trzy wydłużone i jedno pękate, które nie bardzo mi wyszło, ale całkiem nieźle spisuje się jako breloczek przy kluczykach do samochodu. W samochodzie wylądowało też jedno z serduszek wydłużonych, drugie zawisło nad biurkiem w pracy, trzecie pozostało na lampie.

Na pierwszym zdjęciu widać jeszcze serduszka-malizny. Też z blogu Antoniny, a opis wykonania można znaleźć tutaj. Na razie wiszą sobie jak na zdjęciu - nie znalazłam jeszcze dla nich żadnego zastosowania.

Wszystkie serduszka zrobione są z nici Royale Classic Crochet Thread Size 10 (zalecane szydełko 1.5 mm) firmy Coats & Clark.



komentarze (4) | dodaj komentarz

Transformersy haftują!

wtorek, 26 stycznia 2010 17:48

"Transformers" - ci co widzieli film, wiedzą o co chodzi.
Mam w domu dwóch fanów, których dzieli raptem 33 lata. 
Jak zasiądą przed ekranem to choćby się waliło, paliło, przed napisami końcowymi nie oderwiesz. 



Na zdj.: Smyk przebrany za Bumblebee


Smyk ma kolekcję transformersów, jednego zdążył już popsuć, drugiego zgubić (ale się znalazł) a do tego ma też przebranie Bumblebee, w którym potrafi biegać po domu cały dzień. Wcześniej miał podobną fazę ze strojem rycerza, z którego już wyrósł.

Bawi się to moje dzieciątko pewnej niedzieli ubrane w to chińskie cudo a ja sobie wyszywam. 

Igła niesamowicie fascynuje Hultajstwo. Na ostrzeżenia, że może się ukłuć, demonstruje JAK jej dotknąć, żeby się nie ukłuć. Usiłuje wyszywać. Na szczęście nie jest w stanie posiać spustoszenia w robótce, ponieważ nitka spada mu z igły. Stara się nawlec nitkę na igłę, ale mu to nie wychodzi.

Zostawiam owej niedzieli haft i wychodzę na chwilę z pokoju. Po powrocie zastaję transformersa Bumblebee w skupieniu haftującego róże:



Na zdj.: Bumblebee haftuje


Jak widać robótkami zajmują się nie tylko ziemianie ale i kosmici z odległych galaktyk!



Na zdj.: Bumblebee haftuje



komentarze (5) | dodaj komentarz

Angina

poniedziałek, 25 stycznia 2010 17:33

Dopadła mnie paskudna angina.

Nie wiedziałam, że gardło, głowa i stawy mogą boleć aż TAK bardzo.


Dopiero teraz w pełni doceniłam doniosłość odkrycia penicyliny.



komentarze (4) | dodaj komentarz

Kolacja na obiad

środa, 20 stycznia 2010 19:15

Po odebraniu z przedszkola rozmawiam z  Hultajstwem na temat tego co robił tego dnia, co jadł, itp.
Odpytany z podwieczorka, ładnie zrelacjonował co jadł. 
Na pytanie co jadł na obiadek, po krótkim namyśle odpowiedział:

 - Kolację!






komentarze (2) | dodaj komentarz

Znajomi z kurnika

wtorek, 19 stycznia 2010 17:33

Podkładka, którą dostała pod choinkę grzeczna dziewczynka, która lubi drób.

Naszukałam się tych gotowych do haftowania kompletów co niemiara, ale w końcu udało się. 
Komplet zawiera bezbarwną plastikową podkładkę, darmowy wzór (ale bez nici) oraz skrawek kanwy 18.
Ja zastosowałam wzór inny niż proponowany przez producenta.



Na zdj.: Podkładka z drobiem pod kubek.


Kurka i kogucik wyglądają znjomo, prawda?
A to dlatego, że to dokładnie  ten sam wzorek, który wyhaftowałam na saszetce prezentowanej jakiś czas temu (tutaj), tylko na drobniejszej kanwie, pojedynczą nitką i w nieco innych kolorach. Przypomnę, że pochodzi on z książki "Quick as a Wink".



Na zdj.: Zbliżenie kurki i kogucika.


Bardzo miło wyszywa się takie drobiazgi - raz dwa i gotowe!
Wykupiłam wszystkie trzy komplety jakie udało mi się wyszperać spod stosu chińskich serwetek, więc jeszcze coś podobnego powstanie.


komentarze (9) | dodaj komentarz

Hultajsko

poniedziałek, 18 stycznia 2010 18:10

Wczoraj byliśmy ze Smykiem na przyjęciu urodzinowym Mateusza.
Przyjęcie odbywało się na sali gimnastycznej, gdzie dzieci miały okazję wyszaleć się na trampolinach i innych przyrządach pod czujnym okiem instruktorów.
Szaleństwo trwało prawie dwie godziny, potem pizza, tort, i jeszcze trochę hulania.

Po przyjęciu wstąpiliśmy do biblioteki a potem pojechaliśmy do pasmanterii.
Smyk uwielbia ten "sklep z włóćkami", ponieważ poza moteczkami tyle tam ciekawych drobiazgów do oglądania a czasem uda się namówić mamę, żeby coś kupiła.

Tym razem, po wcześniejszym szaleństwie na sali gimnastycznej, Smyk nie wyszedł z wózka na zakupy. Nie ożywiła go nawet czerwień walentykowej oferty ociekająca z półek. Rączki ułożył na uchwycie do pchania wóżka, na rączkach wsparł zmęczoną główkę i... zasnął.

I nie obudziło go przenoszenie do samochodu, ani lejący deszcz kapiący za kołnierz, ani przenoszenie z samochodu do łóżka, ani ściąganie kurtki. 
Obudził się dopiero po zregenerowaniu sił.






komentarze (3) | dodaj komentarz

Drzemka braillem

piątek, 15 stycznia 2010 20:58

Popołudniową porą tata cichaczem wymyka się do sypialni.
Przechodząc obok i widząc zgaszone światło stwierdzam:

- Tata drzemie!
- Ja? Skąd! - Protestuje tata, a po krótkiej pauzie dodaje - Ja... czytam!
- Po ciemku?
- Tak... Ja czytam... braillem!

komentarze (0) | dodaj komentarz

Konkurs "Tęczowa jesień" raz jeszcze

czwartek, 14 stycznia 2010 17:58

Mam nadzieję, że Splocik nie ma mi za złe, że dopiero dzisiaj pokazuję wspaniałą nagrodę, którą dostałam za zwycięstwo w kategorii zgodności legend  w konkursie Tęczowa Jesień. Tutaj można obejrzeć wszystkie nagrody dla wszystkich uczestniczek. Mój poprzedni wpis na temat konkursu można przeczytać i obejrzeć tutaj.

Przesyłaka od Splocika została przyniesiona przez listonosza w drugi dzień świąt, czyli 26 grudnia. W USA to już jest po świętach i poczta pracowała, a że była to sobota, my dalej świętowaliśmy. I dzięki temu dostałam bardzo miły prezent jeszcze pod choinkę.

W środku było i coś dla podniebienia, czym obdarowana została cała rodzina, coś do wykorzystania przez zręczne ręce w przyszłości oraz zasadnicza część nagrody, czyli piękna serweta:



Na zdj.: Serweta Splocika - nagroda w konkursie Tęczowa Jesień


Serweta "Gwiazda Betlejemska" jest przecudna, a ja pochwalę się, że kiedyś dostałam od Splocika mniejszą serwetkę zrobioną chyba z tych samych nici (można ją obejrzeć tutaj), więc mam teraz komplet!

Na serwecie nagroda się nie kończyła. Dostałam jeszcze śliczne maleńkie biscornu. 
Z jednej strony wyszyty jesienny liść (bardzo lubię takie kolory):



Na zdj.: Biscornu Splocika - nagroda w konkursie Tęczowa Jesień


Z drugiej strony literka J - w moim przypadku to pierwsza litera zarówno mojego imienia jak i nazwiska:



Na zdj.: Biscornu Splocika - nagroda w konkursie Tęczowa Jesień


Smyk złapał biscornu, dostrzegł zrobioną na szydełku zawieszkę i nie namyślając się długo zawiesił na choince. Widać uznał, że takie ładne "coś" z pętelką służy do tego samego co inne ładne "cosie", którymi niedawno dekorowaliśmy choinkę. I tak już zostało. Biscornu na choince prezentuje się bardzo uroczo, a ja zastanawiam się, czy Splocikowi przyszło do głowy takie wykorzystanie jej biscornu.

Tych, którym narobiłam apetytu pokazując piękne nagrody informuję, że sikorki przy slonince i wróbelki w karmniku ćwierkają, że niebawem będzie nowy konkurs u Splocika...


komentarze (1) | dodaj komentarz

Bezsenność

środa, 13 stycznia 2010 17:37

Od pewnego czasu znowu mam problemy z zasypianiem.
Padam z nóg, oczy same mi się zamykają, ale kiedy położę się, sen nie przychodzi.

Kładę spać Smyka z nadzieją, że i ja usnę razem z Nim - nic z tego.
Czytam, ale i to nie pomaga.
Zabieram się za robótkę, już nawet nie włączam muzyki czy telewizora. 
Jestem coraz bardziej zmęczona i dalej nie mogę zasnąć.

Przewracam się z boku na bok, słucham miarowego oddechu Smyka, aksamitnego szumu kropel deszczu uderzających o dach domu, gulgotania wody spływającej rynną. Jest już tak późno, że nawet psy nie szczekają, nie przejeżdżają ulicą żadne samochody.

A ja dalej nie śpię.

Kiedy już Morfeusz łaskawie zmiłuje się nade mną, ranek nadchodzi tak szybko - zbyt szybko.
Nie bardzo pomaga to, że o 6.30 jest jeszcze zupełnie ciemno.

Usiłuję się dobudzić długim prysznicem a potem kawą, ale z dnia na dzień jestem coraz bardziej zmęczona.

Mniej więcej raz na tydzień jestem już tak wykończona, że udaje mi się zasnąć około dziewiątej i przespać 9 godzin, ale następnego dnia (nocy) wszystko wraca do "normy".



komentarze (8) | dodaj komentarz

Duże niebo dinozaurów

wtorek, 12 stycznia 2010 21:13

Niedawno Smyk został przeszczęśliwym posiadaczem szkieletu dinozaura. 
Zabawki oczywiście.

Podczas jednej z naszych samochodowych pogawędek dowiedział się, że dinozaury były duże, ale obecnie ich już nie ma. 
Nie bardzo mógł zrozumieć o co chodzi z tym "wymarciem", więc wrzucił sobie sprawę do szfladki z "umieraniem", a na koniec wysnuł wniosek taki:


"Dinozaury po śmierci idą do dużego nieba, gdzie jest tylko dzień".


Szczęśliwce! Nie muszą chodzić spać!







komentarze (3) | dodaj komentarz

Katharsis

poniedziałek, 11 stycznia 2010 17:46





Bawełniane myjki do ciała dla Maluszka.

Wszystkie wzory pochodzą z publikacji Melissy Bergland Burnham: 
"Baby Washcloths to knit".

Bawełna - zachomikowane moteczki różnego pochodzenia. Druty addi 3.5 mm.

Wymiary myjek: 23 na 23 cm.



Na zdj.: Myjka - motylek.



Na zdj.: Myjka - kaczuszka.



Na zdj.: Myjka - łódka.



Na zdj.: Myjka - króliczek.



Na zdj.: Myjka - bocian.



Na zdj.: Myjka - konik na biegunach.



Na zdj.: Myjka - wózek.








Dla Kruszynki, która odeszła, zanim się urodziła.



komentarze (2) | dodaj komentarz

Łapówka

piątek, 08 stycznia 2010 18:47

Hultajstwo nie daje sobie obciąć paznokci u nóg.
Boi się.
Twierdzi, że to boli.

Dotychczas obcinanie paznokci u nóg odbywło się u nas tak, że najpierw zamykaliśmy szczelnie wszystkie okna i drzwi, a potem mąż unieruchamiał wijącego się Smyka w swoich ramionach a ja, trzymając w potrzasku nogę dziecka usiłowałam obciąć mu paznokcie a nie cały palec, bo Smyk walczył zaciekle, starając się uciec spod cążek.
A darcie przy tym bayło takie, jakbyśmy Go żywcem ze skóry obdzierali, posypując przy tym solą.

Niedawno Hultajstwo przeszedł okres fascynacji bajką "Dragon Tales". W jednym z odcinków pojawiają się na krótką chwilę okrągłe maślane ciasteczka. Mimo, że Smyk nigdy takich ciasteczek nie jadał, nagle, pod wpływem bajki, nabrał na nie apetytu.

Przy okazji zakupów kupiłam okrągłe ciasteczk z różowym lukrem i kolorową posypką, ale ich nie pokazałam Smykowi.

Kiedy Smyk odpowiednio odmoczył się w wannie podczas wieczornej kąpieli, zarządziłam obcinanie paznokci.
Reakcja Smyka oczywista: "Nie!".

Na to ja z przynętą: jak sobie da obciąć paznokcie, to dostanie takie ciasteczka jak w bajce. Nawet przyniosłam opakowanie, żeby dziecku pokazać.

Wahanie trwało chwilę, jeszcze kilka razy Smyk uciekł mi z nóżką, ale ten różowy lukier okazał się silniejszy od strachu, i paznokcie u jednej nóżki zostały obcięte bez dzikich wrzasków.
W nagodę Hultajtwo dostało jedno ciasteczko, i kiedy bawiliśmy się w odpytywanie jakie kolory ma posypka, obcięłam paznokcie u drugiej nóżki.

Ciastko skończyło w wannie - "Siamo wpadło."

Drugie ciastko dziecko "męczyło" ze dwie godziny, resztę zjadły dzieci znajomych.

Ale strach został przełamany - wczoraj udało mi się obciąć Smykowi paznokcie u nóg już bez łapówki.

Z paznokciami u rąk od dawna nie ma żadnych problemów.










komentarze (2) | dodaj komentarz

Literki

środa, 06 stycznia 2010 18:19

W przedszkolu dzieci uczą się rozpoznawać literki. 
Żadnego pisania, jedynie rozpoznawanie.

Chciałam pójść nieco dalej i zachęcić Smyka do pisania, ale absolutnie go to nie interesowało i spotkałam się ze stanowczym "nie", więc dałam sobie spokój.

Jakiś czas później, a konkretnie pod koniec grudnia, ja rozwieszałam pranie a Smyk siedział przy stole i  rysował sobie.
Zawołał mnie, żeby mi coś pokazać:



Na zdj.: Rysunek Smyka z literkami.


Wskazał literki i oznajmił mi, że tu jest napisane "lu-dzik". Pewnie ten, który jest narysowany obok.
Nie miał przed sobą żadnego tekstu, żadnej książki - sam z pamięci napisał co mu tam w małej główce zostało.

Od jakiegoś czasu Smyk widzi wszędzie literki - wczoraj wyginał frytki w kształt literki "c". Często ugina jedną nóżkę opierając ją o drugą tak, że tworzą literkę "p". Nawet tory służą do układania literek:



Na zdj.: Literki z torów: c, h, r i jedynka (1).


komentarze (0) | dodaj komentarz

...

poniedziałek, 04 stycznia 2010 17:59

Poniedziałek, czyli pierwszy "normalny" dzień nowego roku.

Zaczął się fatalnie.

Mąż od wczoraj znowu na wyjeździe i Smykowi odbija. 

Rano dał mi tak popalić, że żałuję, że nie ma w mieście przedszkola, do którego można by oddać dziecko na cały tydzień: od poniedziałkowego poranka do piątkowego popołudnia.

Ja też tęsknię i jest mi smutno - komu ja mam urządzić awanturę? Na kim ja mam się wyżyć?


Przyszłam do pracy z nadzieją na chwilę wytchnienia - bolesne rozczarowanie. 
W sobotę koleżanka przyszła do pracy i nieźle mi namieszała. Teraz muszę szybko słać maile do wydawnictwa i wyjaśniać. Jak znam tego bystrzachę po drugiej stronie to sprawa będzie się ciągła przynajmniej z miesiąc a przy okazji będę musiała odpowiedzieć na setkę maili z zapytaniem czy aby na pewno to mam być sześciokąt a nie ośmiokąt.


Mam ochotę kogoś udusić.


Fantastyczny początek nowego roku!



komentarze (0) | dodaj komentarz

...

wtorek, 29 grudnia 2009 18:38

W niedzielę, pierwszy raz od wielu tygodni, mąż musiał wyjechać służbowo na kilka dni. 
Cztery, do środy. 

Dzień był mglisty, wilgotny, przenikliwie chłodny i ponury.

Kiedy odjeżdżał, poczułam się tak, jak kilka lat temu, kiedy czekałam na wizę w Polsce, a On był już tutaj, i kiedy wyjeżdżał, żegnaliśmy się na kilka miesięcy.

Polały się łzy.

Zostaliśmy ze Smykiem sami.

Łzy leciały cały dzień.

Smyk starał się mnie po swojemu pocieszyć:

- Mamusia, nie płakaj - ja Cie pytule!

Więc chlipałam w sweterek mojego Słoneczka...


komentarze (0) | dodaj komentarz

Przez łzy

sobota, 26 grudnia 2009 16:21


Chrystusie...
(Julian Tuwim)

Jeszcze się kiedyś rozsmucę,
Jeszcze do Ciebie powrócę,
Chrystusie...

Jeszcze tak strasznie zapłaczę,
Że przez łzy Ciebie zobaczę,
Chrystusie...

I taką wielką żałobą
Będę się żalił przed Tobą,
Chrystusie...

Że duch mój przed Tobą klęknie
I wtedy serce mi pęknie,
Chrystusie...




komentarze (0) | dodaj komentarz

Bombki

wtorek, 22 grudnia 2009 18:39

Choinka ubrana!
W tym roku odstąpiliśmy od tradycyjnego dekorowania drzewka w wigilijny poranek. Zwyczaj ten jest dobry, kiedy ma się nieco starsze dzieci, którym można powierzyć to odpowiedzialne zadanie a samemu zabrać się za ostatnie porządki i sprawy kuchenne. 
Kiedy ma się małe dziecko, to choinkę ubiera się samemu przy okazji pilnując Smyka, żeby sobie nie zrobił krzywdy - w tym roku pasjonowały go potłuczone bombki,
Nawet jedną usiłował polizać. 
Mąż, tradycyjnie osadza choinkę w stojaku i zakłada światełka - na tym kończy się jego wkład w ubieranie choinki.
Żeby więc zaoszczędzić sobie stresu pod presją czasu, kiedy to do pierwszej gwiazdki coraz bliżej, a postępów w przygotowaniach świątecznych nie widać, choinka stanęła w całej krasie odpowiednio wcześniej.

Okazało się, że mamy tyle ozdób choinkowych, (mimo corocznej selekcji w wyniku bliskiego spotkania z drewnianą podłogą) że nie wszystkie się zmieściły, a tu jeszcze ja własnoręcznie kilka zrobiłam. 

Z szydełkowych śnieżynek prezentowanych tutaj zostało mi tylko kilka najbardziej koślawych - reszta rozeszła się po świecie. Na szczęście mam otrzymaną rok temu od Splocika złotą gwiazdkę. Jest kilka zeszłorocznych Mikołajków oraz haftowana świeczka
A do kompletu zrobiłam w tym roku kilka szydełkowych bombek.



Na zdj.: Szydełkowe bombki - wszystkie


Szydełkowe bombki to nazwa myląca, ponieważ sama bombka jest tradycyjna a jedynie została udekorowana szydełkowym ubrankiem.
Bombek, zrobiłam w sumie dziesięć. Dziewięć z nich jest w kolorze starego złota - kupiłam je rok temu na poświątecznej wyprzedaży, a ponieważ zbytnio mi się na te zakupy nie spieszyło, tylko w takim kolorze się ostały. W zestawieniu z białą nitką wyglądają dość ładnie.



Na zdj.: Po prawej - bombka Smyka


Jedna bombka, która bardzo przypadła do gustu Hultajstwu, jest w kolorze czerwonego wina i jest nieco mniejsza od pozostałych. Okazało się, że schemat, z którego skorzystałam był za mały na złote bombki, więc żeby oszczędzić sobie prucia, czego serdecznie nie znoszę, wołałam przekopać stryszek w poszukiwaniu odpowiednio mniejszej bombki. Udało mi się nawet nie spaść z drabiny.



Na zdj.: Siermiężna


Po pierwszej bombce poszło już gładko. Trochę sobie urozmaiciłam monotonię robienia ciągle tego samego małymi zmianami, więc nie wszystkie bombki są takie same. Niektóre są zrobione z grubszej połyskującej nitki - te wyglądają bardziej siermiężnie i nie podobają mi się aż tak bardzo, choć refleksy światła odbijającego się od tej specjalnej nitki dodają im uroku.



Na zdj.: Szydełkowa bombka - jedna z tych ładniejszych


Inne są z cieńszej nitki i te, takie misterne, choć wymagały większego wkładu pracy, są dużo ładniejsze.
Kilka bombek niebawem znajdzie się u nowych właścicieli, nie wszystkie znalazły się na naszej choince. 
Gdyby można je było wsadzić do koperty i wysłać pocztą, pewnie ostałaby się jedna lub dwie.



Na zdj.: Szydełkowa bombka - jedna z tych ładniejszych


Schematy dostałam rok temu od Joli - oczywiście nie mogłam znaleźć wydruków, ale na szczęście miałam je zachowane w poczcie elektronicznej, więc wydrukowałam je ponownie.



Na zdj.: Szydełkowe bombki - wszystkie


A przy okazji, bardzo świąteczna historia, która mi się ostatnio przytrafiła.
W czwartek wieczorem pechowo odłamał mi się kawałek zęba. 
Nie jadłam niczego twardego, nie usiłowałam łupać orzechów na świąteczne wypieki zębami - z niewiadomego powodu odpadł kawałek ósemki.
W piątek moja dentystka miała wolne, więc mogła mnie przyjąć dopiero wczoraj.

Sprawa okazała się nieco bardziej skomplikowana, ale po niemal półtorej godzinie w fotelu dentystycznym wszystko zostało ponaprawiane.

A świąteczna niespodzianka czekała na mnie przy płaceniu, kiedy to sekretarka oznajmiła, że pani Dentystka nie skasuje mnie za część usługi, a od reszty dała mi 15% upustu, co w sumie zaowocowało o 30% niższym rachunkiem. A ja nie mam ubezpieczenia stomatologicznego i wszystko muszę płacić z własnej kieszeni. 
Zrobiło mi się bardzo miło.



komentarze (6) | dodaj komentarz

Prezent od Smyka

poniedziałek, 21 grudnia 2009 18:10

W przedszkolu dzieci przygotowały prezenty świąteczne dla rodziców.
W piątek czekała na mnie paczuszka, i choć pani zaznaczyła, że nie wolno mi jej otworzyć do świąt, ciekawość zwyciężyła.
Na zewnątrz prezent wyglądał tak:



Na zdj.: Prezent świąteczny od Smyka


Na wierzchu kartka, ozdobiona własnoręcznie przez Smyka a pod spodem "coś" zapakowane w papier ozdobiony pieczątlkami z motywami zimowymi - także dzieło Smyka.

Kiedy otworzyłam kartkę, w środku zobaczyłam coś takiego:



Na zdj.: Wnętrze kartki świątecznej od Smyka


Żczyenia wesołych świąt podpisane imieniem mojego dziecka. 
Imię to, jak wyjaśniła pani w przedszkolu, zostało napisane przez Krzysia własnoręcznie. 
Każde dziecko dostało kartkę ze swoim imieniem i je odwzorowało.
Myślę, że jak na czerolatka nie wykazującego na co dzień żadnego zainteresowania pisaniem literek to całkiem spore osiągnięcie, zwłaszcza, że ma takie długie imię.

Została jeszcze część zasadnicza prezentu.



Na zdj.: Prezent świąteczny od Smyka

Po odpakowaniu okazało się, że są to: zawieszka na choinkę z piernika (nomen omen w kształcie motylka) oraz odbicie rączki Smyka.
Piernik zapakowany był dodatkowo w bibułkę ozdobioną na kolorowo - tak, też przez Smyka. Piernikowy motylek z odgryzionym kawałkiem jednego skrzydła wisi już na choince. Odbicie dłoni Hultajstwa wisi natomiast na ścianie.

Na choince zawiesiłam jeszcze jeden przedszkolny upominek od Smyka.
Przy okazji święta dziękczynienia dzieci na zajęciach w przedszkolu miały się zastanowić za co są wdzięczne, za co podziękują przy świątecznym obiedzie. Potem panie zapisywały to na specjalnych zawieszkach w kształcie liści o jesiennych barwach.

Dzieci dziękowały za różne rzeczy, głównie zabawki. 
A odpowiedź Smyka była: "my mom" (moja mama), i tak też pani zapisała. 



Na zdj.: Zawieszka "Dziękuję za mamę"


komentarze (6) | dodaj komentarz

Hafcik świąteczny

piątek, 18 grudnia 2009 17:55

Jeszcze jesienią kupiłam taki maleńki komplecik to wyszycia ozdoby choinkowej w kształcie gwiazdki a w środku świeczka. W kąplecie był wzór, kanwa, ramka i nici.
Jedno deszczowe niedzielne popołudnie spędzone w domu i przychylność chłopaków, którzy zajęli się sobą (tzn. mąż zajął się Smykiem) i powstała taka oto ozdoba choinkowa:



Na zdj.: Haftowana ozdoba choinkowa - świeczka


Wzorek bardzo mi się podoba, a że nici zostało, to miałam zamiar wyhaftować kilka takich kartek świątecznych. Niestety w tym roku zamiaru tego nie udało mi się zrealizować - może uda się w przyszłym roku.

Zdjęcie nie wyszło najlepiej - aparat ciągle łapał ostrość na świecącą ramkę zamiast na sam haft a ja nie wpadłam na pomysł zrobienia zdjęcia przed oprawieniem w ramkę.

Ozdoba wisi już na choince, którą zaczęliśmy ubierać w niedzielę, ale do dziaisj nie udało nam się jeszcze skończyć - ciągle coś wypada, a te grudniowe popołudnia są takie krótkie.


komentarze (3) | dodaj komentarz

Beczka i sok z cytryny

czwartek, 17 grudnia 2009 18:34

 

W kuchni.

 

- Mamusia, gdzie jest bećka?

- Beczka? A na co Ci beczka?

- Bedziemy lobić siok z cytlyny!

 

Hultajstwo szukało wyciskarki do cytrusów, żeby wycisnąć sok z grapefruita - stosowane przeze mnie w czasie przeziębienia. 

Teraz wyciskarka jest u nas nazywana „beczką".

 

 

 

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wzruszenie

środa, 16 grudnia 2009 18:28

Ostatnio listonosz przynosi nam sporo przesyłek winnych niż zwykłe listy.
Większość z nich zawiera upominki dla Smyka, co jest szalenie miłe, tym bardziej, że prezenty te są niespodziewane.

Wczoraj listonosz dotarł do nas dość późno, było już ciemno, ale za to JAKI prezent nam przyniósł!

Pomimo adresu wydrukowanego na naklejce, dość szybko zorientowałam się, że to od mojego brata - formularz celny wypełnił własnoręcznie, więc bez sprawdzania nadawcy z tyłu koperty wiedziałam od kogo ta wielka szara koperta.

 A w środku - aż mi mowę odjęło, kiedy zobaczyłam. Polały się łzy wzruszenia.



Na zdj.: Ostatnia (zbiorcz) strona kalendarza


W środku był kalendarz, a każdy miesiąc ozdobiony zdjęciami: trochę Smykowych, kilka fotografii brata, kilka starych zdjęć, jak choćby to sprzed lat ponad trzydziestu przedstawiające mnie i brata na balu karnawałowym w przedszkolu:



Na zdj.: Ja z bratem w przedszkolu


Ależ mnie ten mój kochany brat zaskoczył! I nawet kartkę świąteczną dołączył - wypisaną własnoręcznie! Ci, którzy znają Kubę wiedzą, że do pisania kartek nie jest skory, woli zadzwonić, co z resztą czyni dość regularnie.

Boję się tylko, że od tego ciągłego przeglądania kalendarz "zużyje się" zanim zacznie się ten nowy rok...


komentarze (6) | dodaj komentarz

Wrotki

wtorek, 15 grudnia 2009 17:53

 

W grupie Smyka w przedszkolu jest 16 chłopców. 

I już wiemy ile mniej więcej przyjęć urodzinowych nam wypada statystycznie w miesiącu.

Grudzień jest dość bogaty pod tym względem - bawiliśmy się zarówno w minioną sobotę jak i w niedzielę. Zwłaszcza sobotnie przeżycia imprezowe były dość ciekawe.

 

Rodzice małego solenizanta wynajęli całą halę do jeżdżenia na wrotkach. 

Wstęp mieli tylko zaproszeni goście. Większość kolegów małego Izajasza miała wrotki na nogach pierwszy raz w życiu (wrotki zapewnione - nie trzeba było mieć własnych). W zwiąku z tym śmiechu było co niemiara. Pierwsze minuty wszystkie dzieciaki, ze Smykiem włącznie spędziły głównie na pupie. Dobrze, że poza samym parkietem reszta lokalu wyściełana jest wykładziną dywanową.

Rodzice nieźle się musieli nagimnastykować, żeby podtrzymywać pociechy na rozjeżdżających się nóżkach. Mnie jeszcze przez dwa dni bolały mięśnie jakbym worki z kartoflami nosiła, no ale Smyk swoje waży.

Przezornie, ja wrotek nie zakładałam - ktoś w tandemie mama-Smyk musiał stać twardo na ziemi.

Chociaż przyznam, że Smyk dość szybko wyczaił, że jak się złapie bandy, to może się przemieszczać sam, bez wsparcia rodzicielki.

Jazda na wrotkach Hultajstwu spodobała się, ale, jak z żalem stwierdził, nie umie na nich jeździć.

 

 

 

 

komentarze (4) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 9 lutego 2010

Licznik odwiedzin: 89391

Motylek

Motylek

W Polsce jest godzina: U Motylka jest godzina:

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728

Statystyki

Odwiedziny: 89392
Bloog istnieje od: 1197 dni

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: